Fotografowanie na filmie w dobie cyfrowej wr

15 listopada 2010 | autor: Warszawa Wesoła | kategoria: | komentarzy: jeden.

fot. Jarosław Brzeziński

Dowodem na nieodwracalność rewolucji cyfrowej w fotografii jest choćby to, że już kilka lat temu wielkość sprzedaży aparatów cyfrowych przekroczyła sprzedaż sprzętu analogowego. Powszechny stał się widok osób kadrujących zdjęcia na ekranach LCD i trzymających aparat na odległość wyciągniętej dłoni.

Zarówno profesjonaliści jak i amatorzy przyjęli nową technologię z całym dobrodziejstwem inwentarza. Szczególnie ci pierwsi zostali zmuszeni do przejścia na cyfrę. Natychmiastowość rezultatów, możliwość błyskawicznego skorygowania błędów, pokazania oraz przekazania zdjęć klientowi czy przesłania ich do redakcji spowodowała, że ci, którzy jako pierwsi nabyli aparaty cyfrowe zyskali błyskawiczną przewagę konkurencyjną i zmusili do przyjęcia nowego medium innych, jeśli ci chcieli się utrzymać na rynku. Jak w przypadku każdej rewolucji, również fotografii cyfrowej nie ominęły bóle dojrzewania. Pierwsze modele lustrzanek cyfrowych wymagały od użytkowników ostrej krzywej uczenia się. Fotograf zmagał się z marnym balansem bieli, szczególnie przy sztucznym czy mieszanym świetle, błędami ekspozycji, zwłaszcza przy naświetlaniu fleszem, pomyłkami systemu automatycznego ustawiania ostrości oraz koniecznością uzyskania dużych powiększeń z matryc o małej rozdzielczości. Do tego dochodziła mała pojemności nośników pamięci i niska żywotność akumulatorów. Jednak pokonanie tych przeszkód opłaciło się, zalety ostatecznie przeważyły nad wadami i fotografia profesjonalna w przeważającej mierze została zdominowana przez sprzęt cyfrowy.

To wszystko prawda, ale przecież nie wszyscy wyrzucili sprzęt analogowy. Mało tego: pojawia się coraz liczniejsza grupa ludzi świadomie używających go jako przeciwwagi dla cyfrówek. Czy zatem w fotografowaniu na filmie jest coś, czego cyfrowa rejestracja nie jest w stanie zastąpić czy skutecznie imitować?

Dla niektórych o atrakcyjności fotografii na filmie przesądza nieprzewidywalność i niepowtarzalność rezultatów. Takie osoby często specjalnie używają sprzętu „prymitywnego” – na przykład aparatów otworkowych, lub technik szlachetnych – na przykład gumy. Dobrym przykładem jest rosnący w siłę ruch Lomografii, który zaczął się od „okrycia” na nowo starego, prymitywnego radzieckiego aparatu Lomo i fascynacji niedoskonałością i niepowtarzalnością tworzonych nim zdjęć. Dodatkowo często tacy fotografowie cenią sobie panowanie nad każdym etapem tworzenia zdjęcia i sami wywołują oraz obrabiają materiały światłoczułe.

Do zalet aparatów analogowych należy choćby to, że nośnik zdjęć jest od nich niezależny, podczas gdy „cyfrowy film”, czyli matryca rejestrująca, jest na stałe wbudowana w aparat. Każda matryca ma inne charakterystyki, więc jest to trochę tak jakby mieć zawsze aparat załadowany jednym rodzajem filmu (oczywiście jest to uproszczenie). Zatem w pewnym sensie aparaty filmowe się nie starzeją – na tym samej kliszy najnowszej generacji można uzyskać identyczne zdjęcia Nikonem F z końca lat 1950-tych i o 40 lat późniejszym Nikonem F100. Cyfrowe lustrzanki to inna historia – aby zdjęcia były zawsze jak najwyższej jakości trzeba regularnie zmienić je na najnowsze modele, bo technologia produkcji matryc oraz obróbki sygnałów ciągle idzie naprzód. Dlatego zawodowcy są zmuszeni do ciągłych „przesiadek” sprzętowych. Dotyczy to nawet obiektywów, ponieważ matryce cyfrowe stawiają wyższe wymagania optyce niż fotografowanie na filmie i producenci poprawiają w nich choćby powłoki przeciwodblaskowe czy korekcję aberracji chromatycznej.

Ze względu na koszty filmu, jego obróbki i wykonania odbitek, analogowa fotografia wymusza dbałość o każdą klatkę, precyzyjne kadrowanie, dokładne ustawianie ostrości i parametrów naświetlenia. Świadomość kosztów sprawia, że robi się mniej zdjęć, ale zazwyczaj procent dobrych ujęć jest wyższy, niż w przypadku cyfrowej fotografii. Ponadto właściwie jedynym sposobem obejrzenia zdjęć wykonanych na negatywie jest zrobienie odbitek, a te ogląda się lepiej niż obrazy na ekranie komputera. Trzeba pamiętać, że ogromna większość zdjęć cyfrowych nigdy nie zostaje zamieniona na wersję papierową, jest oglądana tylko jeden raz – i to pobieżnie, a potem zazwyczaj „zalega” na płytach CD lub DVD.

Z kolei amatorzy oglądania obrazów rzucanych z projektora powinni poważnie przyjrzeć się slajdom. Slajdy są materiałami wielowarstwowymi i włożone do rzutnika zapewniają jakość, której obrazy cyfrowe rzucone z projektora multimedialnego nie są w stanie dorównać; cechuje je ogromna plastyczność, trójwymiarowość, a w przypadku takich materiałów odwracalnych jak na przykład Fujifilm Velvia, także niezwykłe nasycenie barw.

Przy okazji trzeba stwierdzić, że życie fotografa zawodowego było pod pewnymi względami łatwiejsze w czasach „filmowych”. Po sfotografowaniu na przykład „eventu” korporacyjnego, fotograf oddawał negatywy do laboratorium i szedł spokojnie spać; teraz wraca do domu i przez pół nocy zrzuca zdjęcia, konwertuje pliki surowe na jpegi, przegląda tysiące obrazów, dokonuje selekcji, korekt i nagrywa płytę dla klienta.

Dla osób o niezbyt zasobnym portfelu lustrzanka analogowa może być najtańszą drogą do doświadczenia „pełnej klatki”. O ile amatorskie lustrzanki cyfrowe wyposażone w matryce formatu APS-C są względnie tanie, nie można tego samego powiedzieć o aparatach wyposażonych w matryce formatu 24×36mm. Dla przykładu najnowszy Nikon D3100 z matrycą APS-C kosztuje około 2200 PLN, natomiast Nikon D700, czyli najtańszy pełnoklatkowy model Nikona, to wydatek rzędu 7900 PLN. Dla porównania Nikon F100 – świetna półprofesjonalna lustrzanka analogowa – używana, lecz w dobrym stanie kosztuje około 1000 PLN.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Brzeziński, Fotogenos

FOTOGENOS: fotografia profesjonalna Jarosława Brzezińskiego

  • fotografia reklamowa, produktowa i promocyjna
  • fotografia korporacyjna i eventowa
  • fotografia architektury
  • fotografia ilustracyjna
  • fotografia ślubna
  • reportaże
  • dzieci
  • konie
  • psy
  • koty
  • fotografia w podczerwieni

Kontakt: tel. :  501 864 705, e-mail: jaroslaw.brzezinski.leonardo@gmail.com

Komentarze wr

1 komentarz

  1. fotodziadekfotodziadek19:37 | Listopad 16, 2010

    W dzisiejszych czasach zalety fotografii cyfrowej są przynajmniej dwie: szczególnie dla reporterów – krótki czas, w którym zdjęcie można przesłać do redakcji, a dla coraz bardziej masowych rzesz fotografujących – koszt wykonania jednego zdjęcia do momentu, kiedy można je obejrzeć.
    Jednak tych, którzy myślą o fotografii nieco poważniej zachęcam do fotografowania sprzętem analogowym. Szum z matrycy nie jest nawet substytutem ziarna, które jest inne na każdym materiale. HP5 czy Tri-X to filmy niby takie same, bo czułość podobna, lecz zupełnie inaczej wyglądają z nich zdjęcia szczególnie w zależności od zastosowanego wywoływacza, jego rozcieńczenia czy sposobu mieszania. Nie dość, że efekt smakowity to zdjęcia mają własną “duszę” niedostępną w Photoshopie. A jeśli ktoś ma jeszcze dostęp do “średniego formatu” – to już rarytas.
    Dzięki serdeczne autorowi za przypomnienie, że istnieje jeszcze coś takiego jak fotografia analogowa :-)

Dodaj komentarzwr