Majątki radnych. Publikować, czy utajnić? wr

7 listopada 2010 | autor: Warszawa Wesoła | kategoria: AktualnościWybory 2010 | komentarzy: brak.

Autor: Krzysztof Sobczak

Koniec kadencji w samorządach przynosi, obok zwykłych emocji związanych z ocenami szans na reelekcję, także pewną nerwowość związaną z koniecznością podania do publicznej widomości informacji o stanie majątkowym. Do generalnej niechęci do pokazywania publicznie swojego stanu posiadania, u wielu osób dochodzą teraz jeszcze dylematy, czy w tym kontekście warto kandydować. Skutkiem są więc propozycje, by zmienić przepisy i oświadczeń majątkowych samorządowców nie podawać do publicznej wiadomości.

Ustawa samorządowa nakazuje radnym cyklicznie składać takie oświadczenia, a ostatnie na koniec kadencji. Ustawa mówi, że ma to nastąpić „na 2 miesiące przed końcem kadencji”. W tym roku ten termin przypadał na niedzielę 12 września.

Było z tym trochę zamieszania, w tym także związanego z prawną interpretacją tego terminu. Czy można wcześniej, a co będzie ktoś złoży oświadczenie w poniedziałek 13 września? itd.

Wprawdzie minister spraw wewnętrznych i administracji ogłosił w tej sprawie jednoznaczną wykładnię, ale bez dyskusji i komentarzy i tak się nie obyło. Jednak spór o to, co oznacza ustawowy termin „na 2 miesiące przed końcem kadencji”, to mała sprawa w porównaniu z trwającym ciągle napięciem wokół generalnej zasady, że wszyscy samorządowcy (ale także część urzędników państwowych, posłowie, senatorowie, sędziowie, prokuratorzy) muszą składać oświadczenia majątkowe, które następnie są prezentowane do publicznej wiadomości.

Obowiązek ustawowy
Rzecz nie jest nowa, obowiązek składania oświadczeń pojawił się wraz ustanowieniem na początku lat 90. w Polsce samorządu terytorialnego, potem tylko te zasady były modyfikowane i uszczegółowiane. W ustawie o samorządzie gminnym w art. 24h ust. 4 czytamy: „Radny i wójt składają pierwsze oświadczenie majątkowe w terminie 30 dni od dnia złożenia ślubowania. (…) Kolejne oświadczenia majątkowe są składane przez radnego i wójta co roku do dnia 30 kwietnia, według stanu na dzień 31 grudnia roku poprzedniego, oraz na 2 miesiące przed upływem kadencji”. Przepisy art. 25c ust. 4 ustawy o samorządzie powiatowym oraz 27c ust. 4 ustawy o samorządzie województwa zawierają odpowiednio, identyczne postanowienia dotyczące radnych powiatu i województwa.

Niezłożenie oświadczenia zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym skutkuje wstrzymaniem wypłacania diety. Natomiast samorządowcy, którzy w oświadczeniu majątkowym podali informacje niezgodne z prawdą, mogą trafić do więzienia nawet na trzy lata.

Popularna lektura
Samorządowcy składają oświadczenia w swoich jednostkach, skąd z kolei trafiają one do urzędów wojewódzkich. Potem trafiają do prowadzonych przez wszystkie urzędy biuletynów informacji publicznej, prezentowanych także w formie elektronicznej, gdzie obejrzeć je może każdy. Są to dość popularne miejsca w Internecie, a jeśli nawet nie wszyscy jeszcze mieszkańcy gmin, czy powiatów wchodzą na te strony, to ich treść dość intensywnie upowszechniają lokalne media.
„Jesteśmy narodem ciekawskim i lubimy podglądać sąsiadów. Najbardziej jednak lubimy zaglądać do cudzych portfeli. Ponieważ mieszkańcy naszego miasta to ludzie zazdrośni i lubiący dużo wiedzieć o bliźnich, wychodzimy naprzeciw ich oczekiwaniom i publikujemy na łamach gazety oświadczenia majątkowe radnych Rady Miejskiej. Żądni wiedzy dowiedzą się, ile kto ma oszczędności na koncie lub „w skarpecie”, w jakim domu lub mieszkaniu mieszka, ile posiada działek lub hektarów, ile zarobił w ciągu roku w swoim miejscu pracy oraz jaką otrzymał dietę z pełnienia funkcji publicznej. Są wśród nich bogacze, ale są i też biedacy. A więc do dzieła, czas na lekturę!” Taki wstępniak można było przeczytać po wspomnianym 12 września w jednej z lokalnych gazet. No i czytelnicy dowiedzieli się z niej, że radny X jest współwłaścicielem oszczędności w kwocie 50 tys. zł, domu o powierzchni 160mkw. o wartości 200 tys. zł, mieszkania o powierzchni 38 m kw. o wartości 130 tys. zł, nieruchomości o powierzchni 0,1799 ha o wartości 100 tys. zł, gruntów rolnych o powierzchni 3.57 ha o wartości 30 tys. zł. Prowadzi działalność gospodarczą, z której osiągnął za 2009 r. przychód w wysokości 837.218,04 zł, ze stosunku pracy w SP ZOZ otrzymał wynagrodzenie w wysokości 24.875,52 zł, z umowy rehab. w PCPR – 6.000 zł, z tytułu funkcji radnego – 14.304 zł. Jest współwłaścicielem Volkswagena Passata B6 z 2006 r. o wartości 60 tys. zł. i Suzuki Grand Vitara z 2008 r. wartości 90 tys. zł. Z kolei radny Y jest współwłaścicielem oszczędności w kwocie 39 tys. zł, domu o powierzchni 110 m kw. o wartości 200 tys. zł, domku letniskowego o powierzchni 32 m kw. o wartości 15 tys. zł. Za rok 2009 otrzymał emeryturę w kwocie 33.795,64 zł, jako radny osiągnął dochód w wysokości 14.304 zł. Jest współwłaścicielem samochodu Pegueot 206 z 1999 r. o wartości 10,5 tys. zł.
W innym regionie lokalna gazeta zwraca uwagę, że starosta pomimo tego, że piastuje najważniejsze stanowisko, posiada najmniejszy z całej rady powiatu majątek. Środki pieniężne zgromadzone przez starostę to 50 tys. zł. Nie posiada on domu ani mieszkania, lecz za to ma garaż o powierzchni 18 m kw. o wartości 12 tys. zł. Jego dochód z pracy to 135 442 80 zł brutto. Wicestarosta natomiast zgromadził w ubiegłym roku 96 899,88 zł. Dodatkowo posiada mieszkanie własnościowe, wspólne o powierzchni 85 m kw., które wycenił na zaledwie 88 825 tys. zł. Jest współwłaścicielem domu o powierzchni 151,4 m kw. o wartości 186 979 zł.

Informacja obszerna i… niekompletna
Liczne publikacje prasowe zawierające tego typu szczegóły pokazują ile i co kto ma, ale także to, czym wyborcy się interesują. Ich ciekawość może także wzbudzić fakt, że dojrzały człowiek, od lat pracujący lub prowadzący swój biznes, nie ma nic. Jak choćby pewien naczelnik z Wojewódzkiego Urząd Pracy w dużym mieście, który w oświadczeniu wykazuje wprawdzie oszczędności w wysokości ponad 21 tys. zł, ale już w rubryce “samochód” wpisuje: nie dotyczy, a w rubryce “nieruchomości”: brak. Zapewne jeździ komunikacją publiczną, ale gdzie mieszka?
Lektura dostępnych oświadczeń samorządowców pokazuje całą gamę sytuacji majątkowych, ale także dość szeroki wachlarz wariantów ich prezentacji. Od bardzo szczegółowo, z dokładnością do groszy wymienionych oszczędności i precyzyjnie wymierzonych domów, po lakoniczne stwierdzenie, że „brak” czegoś, co ten człowiek na pewno ma, bo przecież gdzieś mieszka. Tylko, że mieszkanie może zapisane jest na rodziców, albo kupiła je partnerka życiowa itp. Widać w tych dokumentach, które zostały przecież przez jakąś urzędową komórkę przyjęte, dość dużą dowolność w ich wypełnianiu, ale chyba także jeszcze niedoskonałość przepisów, które nie uwzględniają choćby takiej, coraz bardziej popularnej kategorii, jak związki partnerskie.

Oświadczenia wypełniane niechętnie
Generalnie jednak samorządowcy nie lubią oświadczeń majątkowych. Większość radnych oczywiście je składa, ale zdarzają się przypadki oporu przed tym aktem. Najbardziej chyba głośny w Polsce przypadek to Tadeusz Szewczyk z warszawskiej dzielnicy Praga-Północ, który za ostentacyjne lekceważenie samorządowych przepisów stracił miejsce w radzie. Ten  znany na rynku motoryzacyjnym właściciel firmy zajmującej się sprzedażą i naprawą samochodów, od początku kadencji odmawiał złożenia oświadczenia majątkowego. Ponieważ jednak dzierżawił też grunty od miasta, mimo że radny nie może prowadzić działalności gospodarczej na mieniu gminy, dlatego w uzasadnieniu uchwały odwołującej go znalazły się dwa powody: złamanie przepisów o oświadczeniach majątkowych i sprawa tej dzierżawy.

Niebezpieczne informacje

Szewczyk od początku odmawiał złożenia oświadczenia twierdząc, że podanie do publicznej wiadomości danych o stanie posiadania może negatywnie wpłynąć na jego bezpieczeństwo. Podobne argumenty przedstawia wielu samorządowców. Skutkiem jest inicjatywa ustawodawcza Związku Gmin Wiejskich, który chciałby utajnić oświadczenia majątkowe, by oświadczenia radnych na szczeblu gminy, powiatu i województwa nie były publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Oznaczałoby to, że nie byłyby one powszechnie dostępne. Projekt trafił do sejmowej komisji Przyjazne Państwo, a podczas jej obrad związek ujawnił, że tak naprawdę pomysły sięgały jeszcze dalej. Tajne miały być majątki nie tylko radnych, ale wszystkich samorządowców, w tym także wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz przewodniczących rad gminnych, rad powiatowych i sejmików. Mariusz Poznański, przewodniczący ZGW, uzasadniał, że autorom projektu chodzi o bezpieczeństwo osób, które prowadzą działalność gospodarczą, a chciałyby uczestniczyć w życiu publicznym. Prawo do utajnienia majątków miałoby zachęcić ich do angażowania się w działalność samorządową. – Z kim wójt ma rozwijać swoją gminę, jak nie z ludźmi przedsiębiorczymi – przekonywał Poznański na łamach „Dziennika Gazeta Prawna”. Jego zdaniem, jeśli ktoś byłby zainteresowany oświadczeniem majątkowym konkretnego radnego, mógłby o to wystąpić na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Straszak na kandydatów?

To argumentacja dość popularna, także podczas obecnej kampanii wyborczej. Dość często słyszy się, że ktoś właśnie z tego powodu odmawia wpisania swojego nazwiska na listę kandydatów. – Ile jest takich przypadków? Czy motywowana w ten sposób niechęć do udziału w życiu publicznym osób zamożnych, aktywnych zawodowo, prowadzących działalność gospodarczą, nie jest ze szkodą dla lokalnych społeczności? – pytają krytycy obowiązujących przepisów. – Czy w radach gmin, powiatów, czy w sejmikach wojewódzkich nie powinni zasiadać przedsiębiorcy, czy ich głos nie jest potrzebny w dyskusjach nad kształtowaniem strategii rozwojowych? – dodają.
Zapewne byłby przydatny i należy zabiegać o to, by przy wyborach lokalnych obowiązywała nie tylko selekcja negatywna. Czy jednak najlepszym sposobem na rozwiązanie tego problemu byłoby zniesienie oświadczeń majątkowych, a nawet tylko ograniczenie dostępu do nich dla opinii publicznej?

Małe szanse na zmianę
Autorzy projektu sygnowanego przez Związek Gmin Wiejskich chcieli, by proponowana przez nich zmiana weszła w życie jeszcze tej jesieni, czyli obowiązywała już od początku następnej kadencji rad. To raczej nierealne, ponieważ projektowi nie nadano jeszcze biegu legislacyjnego. Także dlatego, że samorządowcy nie mogą liczyć na jego poparcie ze strony rządu. “Po moim trupie. Nigdy nie zgodzę się na utajnienie oświadczeń majątkowych radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów” – tak skomentowała projekt ZGW minister Julia Pitera, odpowiedzialna w rządzie za walkę z korupcją. Zdaniem Pitery, jeśli ktoś prowadzi uczciwą działalność, to nie musi niczego ukrywać. Minister twierdzi, że w tej kadencji cofnięto mandaty ok. 150 radnym, którzy wpisali nieprawdę w swoje oświadczenia. – Stało się tak dlatego, że dokumenty były jawne i ktoś to zauważył. A kto w małej gminie zaryzykuje wystąpienie pod nazwiskiem o wgląd w taki dokument? – pyta Julia Pitera. Jej zdaniem utajnienie oświadczeń majątkowych to próba pozostawienia poza kontrolą społeczną ogromnej części z 50 tysięcy radnych.

Krzysztof Sobczak

Autor jest redaktorem prowadzącym serwisu Lex.pl oraz publicystą miesięcznika prawniczego „Kancelaria”. Wcześniej m.in. redaktor naczelny „Gazety Prawnej”, szef „żółtych stron” „Rzeczpospolitej”, szef działu prawnego „Dziennika”.

Komentarze wr

Brak komentarzy

Brak komentarzy.

Dodaj komentarzwr