Przystanek Warszawa Wesoła
17 listopada 2010 | autor: Warszawa Wesoła | kategoria: AktualnościOd Czytelników | komentarzy: 4.
Nie tak dawno wybrałem się na kilkutygodniowe zagraniczne wojaże. Traf chciał, że samolot po wystartowaniu z Okęcia przelatywał nad Wesołą. Jako że wybierałem się w dość długą podróż, nieoczekiwany widok mojego miejsca zamieszkania skłonił mnie do refleksji.
W Wesołej czuję się tubylcem, mieszkam tu nieco dłużej niż statystyczny mieszkaniec naszej dzielnicy, bo już prawie 50 lat. W tym czasie imigracja do naszego grajdołka wydatnie rozbuchała Wesołą niczym New York. Efektem tego stało się przyłączenie stolycy do naszego pięknego miasta. Czym jest współczesna Wesoła? Czy tylko sypialnią Warszawy, jak twierdzą niektórzy? Jaka jest? Czym różni się od innych dzielnic? Czego MY nie mamy, a mają inni? Przyszło mi do głowy kilka różnic, które, jak myślę, sprawiają, że ludzie chętnie się tu osiedlają. Otóż nie mamy betonowej pustyni tak często spotykanej w dużych miastach, nie mamy weekendowych świątyń zakupów czyli gigantycznych hipermarketów, nie mamy również smogu i wielkomiejskiego hałasu. Nie wydaje mi się, aby ktoś z powodu spalin lub hałasu związanego z ruchem ulicznym zamykał okna jak w centrum miasta. Brakuje nam również wysokościowców, których mieszkańcy często nie się znają, choć od sąsiednich drzwi dzielą ich tylko trzy metry. Życie toczy się tu spokojnie, nie ma wszechobecnej w wielkich miastach pogoni za czasem. Do tego brakuje nam długich na kilkadziesiąt minut oczekiwania kolejek na poczcie, co w centrum jest regułą.
A co mamy? Mamy piękne lasy, które stały się wysypiskiem śmieci, mamy wiele nieutwardzonych dróg, których nie sposób po deszczu przejść bez zabłocenia butów, mamy kosze na śmiecie tylko w centrum i do tego nieustannie pełne. Pewnie mamy jeszcze kilka takich rzeczy, których mieć nie chcemy, ale bilans jest dla mnie prosty. Jestem w Wesołej bliżej… natury i świeżego powietrza. Gdy spojrzę do góry w dzień – widzę niebieskie niebo, w nocy – gwiazdy. Bycie bliżej natury jest ostatnio trendy, a takich widoków mieszkańcy centrów wielkich metropolii raczej w miejscu zamieszkania nie oglądają i bardzo się cieszę, że mogą mi tego zazdrościć.
Tyle „lotniczych” przemyśleń. Po powrocie do Polski podróżowałem z Wawki do domu eskaemką, wygodna jazda w niemal pustym pociągu skłoniła mnie do prasówki. Po kilku tygodniach braku polskich gazet łakomie pożeram oczami tekst. Tematyka przedwyborcza kłuje w oczy nieomal z każdej strony, a na trasie z lotniska do centrum plakatów, ulotek i zaproszeń na spotkania z kandydatami chyba tony. Lekturę przerywa mi głos – „Przystanek Warszawa Wesoła”. Poczułem, że wracam do domu, do MOJEJ Wesołej. Po chwili zatrzymuję się na Praskiego Pułku i rozglądam po centrum. Widzę prawie puste chodniki, tu i ówdzie przemyka jakiś moher, pewnym krokiem maszeruje nasz lokalny biznesmen, z bocznej ulicy wyjeżdża powoli i dostojnie czarna beemka z przyciemnianymi szybami na rodzimej rejestracji. Widać, że życie toczy się spokojnie. O tej porze wesołan (może wesołowian? a może po prostu wesołków? – purystów językowych proszę o pomoc) na ulicach niewielu. Prawdopodobnie większość pracuje gdzieś bliżej centrum miasta. O dziwo żadnych plakatów przedwyborczych.
O tym, że zbliżają się wybory samorządowe, wiem z ulic w centrum miasta oraz ze środków masowego przekazu – pełne są informacji o tym, jak kandydaci wszelakich opcji, frakcji i ugrupowań politycznych prześcigają się w obietnicach i walczą na programy. A u NAS? Odnoszę wrażenie, że cisza przedwyborcza obowiązuje od momentu ogłoszenia kampanii wyborczej. Plakatów z wizerunkiem kandydatów nie widać. Może nic w tym złego ale gorzej, że jako długoletni mieszkaniec nawet nie wiem, kto w tych wyborach kandyduje! Może mój sąsiad, przyzwoity człowiek, a może ktoś „przywieziony w teczce”, jak to kiedyś bywało. Zastanawiające, jak to jest, że kandydatom, którzy znaleźli się na rozmaitych listach wyborczych, nie zależy na autopromocji. Z chęcią posłuchałbym jakie mają programy, co nam wszystkim obiecują. Mogą propagować swoje wizje na zebraniach z mieszkańcami, ogłosić zaproszenia na plakatach i w Internecie. Mamy XXI wiek i powszechny dostęp do łebu, każdy z kandydujących może przedstawić swój program na stronie www czy na blogu i rozpropagować go w dowolny sposób. Ale chyba zagalopowałem się za daleko… Przecież to nie ja powinienem zabiegać o to, żeby poznać programy wyborcze kandydatów, tylko oni o mój głos. Okazało się, że jest to kolejna odmienność Wesołej – u NAS ekologia górą! Jak dotąd nie dostałem żadnego zaproszenia na spotkanie przedwyborcze, nawet żadnej ulotki promującej kandydata w skrzynce na listy nie znalazłem.
Tekst i zdjęcia: Paweł Maryański




Szanowna Mieszkanko Wesołej – powyższy tekst jest subiektywny, to wynik moich obserwacji i do obiektywizmu nie pretenduje. Dla mnie określenie “moher” nie jest ani negatywne ani pozytywne, tylko obiektywnie określa w języku potocznym pewną grupę ludzi. Wystarczy, że zajrzysz do najnowszego słownika synonimów (http://synonimy.ux.pl) a znajdziesz tam następujące określenia będące synonimem słowa moher: bigotka, dewotka, moherowy beret, nabożnisia, pobożnisia, świętoszka. Jako, że określenie to nie zostało użyte w żaden sposób personalnie wobec nikogo i w zestawieniu z innymi obserwacjami przytoczonymi w tekście ma służyć ilustracji różnorodności mieszkańców Wesołej. Jak sądzę jest to po prostu fakt. Z brakiem szacunku przesadziłaś, gdyż znam ludzi, o których powiedzieć mogę “moher” – jednocześnie szanując ich niezmiennie od wielu lat.
W czasie, gdy tekst ten był pisany ogłoszeń na słupach jeszcze nie widziałem. Żałuję, że nie byłem na spotkaniach wymienionych przez Ciebie, ale właśnie o to chodzi, że informacja o nich do mnie nie dotarła żadną drogą.
Z pozdrowieniami dla Mieszkanki Wesołej
Miła “Mieszkanko Wesołej”,
Tak się złożyło, że byłem na tym spotkaniu. Sposób, w jaki został potraktowany jeden ze słuchaczy w odpowiedzi na konkretne i rzeczowe pytanie jest dla mnie wskazówką: na kogo mam nie głosować w nadchodzących wyborach i żadnych kolejnych. Nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi zachowującymi się w taki sposób. Tak nie zachowują się ludzie wykształceni i dobrze wychowani. Z grzeczności nie opiszę, co się wydarzyło…
A mi się tam tekst podoba…. wciągający. Ponadto Wesoła nie ma takiej chuliganerii i przestępczości jaka jest na powiedzmy Pradze.
Witaj Paweł. Powiedz jak poznajesz ,,Mochery”, czy to jest w jakiś sposób widoczne, że człowieka tak określasz bądż co bądż w sposób pejoratywny.? Czy tak zachowuje się człowiek wykształcony. Paweł, widzę poważne braki w twoim wychowaniu, Przedewszystkim brak szcunku do człowieka. Jeśli chodzi o wybory to czytaj ogloszenia na slupach do tego celu służacych . Były już dwa spotkanie z mieszkancami i obydwa odbyły się w budynku Straży Pożarnej w Wesołej. Szkoda, że nie byłeś , napewno wiele byś zyskal wiedzy , ktorej nie uzyskasz w polsko języcznych mediach. Zapraszam na strone http://www.piswesola.waw.pl – Poznasz przynajmniej jeden program dla Wesołej, który jest w calości wydrukowany. Pozdrawiam mieszkanka Wesołej