Under the Skin/Pod powierzchnią II
8 marca 2011 | autor: Warszawa Wesoła | kategoria: Co? Gdzie? Kiedy? | komentarzy: brak.
W dniu 3 marca odbył się wernisaż wystawy fotografii Jarosława Brzezińskiego „Under the skin/Pod powierzchnią II”. Wystawę można oglądać do 31 marca w Ośrodku Działań Twórczych “Pogodna” (Filia Ośrodka Kultury w Warszawie-Wesołej), ul. Jana Pawła II 25 (I piętro) Warszawa-Wesoła, osiedle Stara Miłosna.
Fotografia w podczerwieni
Chociaż nigdy nie znalazła się w głównym nurcie, fotografia w podczerwieni przechodziła przez fazy wzrostu i spadku zainteresowania. Na przykład koniec lat 60. XX wieku to okres wzmożonego nią zainteresowania: odrealnione nastroje podczerwonej fotografii zdawały się świetnie wpasowywać w psychodeliczną modę i wielu muzyków wykorzystywało takie zdjęcia na okładkach swoich płyt. Nie zmienia to faktu, że ze względu na techniczne komplikacje nigdy nie był to masowo uprawiany gatunek fotografii. I tak jest nadal, pomimo że era cyfrowa w znacznym stopniu upraszcza aspekt techniczny. Ale po kolei, chociaż w ogromnym skrócie i upraszczając.
Na początku XX wieku Robert W. Wood jako pierwszy wykonywał fotografie w świetle podczerwonym; w latach 30. XX w. obrazami w podczerwieni interesowało się głównie wojsko i świat nauki. Przez dziesięciolecia ta dziedzina fotografii pozostawała poza zasięgiem amatorów ze względu na konieczność korzystania z drogich i wymagających specjalnego traktowania oraz obróbki filmów. Epoka cyfrowa przyniosła znaczne zmiany: matryce są uczulone zarówno na widmo widzialne jak i niewidzialne, ale ze względu na to, że podczerwień zaszumia obraz i zaburza równowagę barw, ogromna większość cyfrowych aparatów (szczególnie lustrzanek) ma umieszczony przed matrycą filtr odcinający, w różnym stopniu, podczerwień. W przypadku wielu modeli cyfrowych aparatów można uprawiać fotografię podczerwoną poprzez umieszczenie przed obiektywem specjalnego filtra (na przykład Hoya 72 IR), który odcina większość światła widzialnego a przepuszcza podczerwień. Taki filtr jest tak ciemnoczerwony, że prawie czarny, a zatem wydłuża znacznie czasy ekspozycji, co prawie zawsze powoduje konieczność korzystania ze statywu. Różne kombinacje matryc, filtra odcinającego IR oraz filtra założonego na obiektyw dają ogromny rozrzut uzyskiwanych efektów, i nie zawsze są to efekty zadowalające. Ponadto do niedawna tylko w kompaktach cyfrowych można było śledzić przefiltrowany obraz na tylnym ekranie LCD natomiast wizjer optyczny lustrzanek sprawiał, że ekspozycję trzeba było ustalać metodą prób i błędów a kadr wybrać po umieszczeniu aparatu na statywie a przed założeniem filtra na obiektyw, gdyż potem obraz w wizjerze był zbyt ciemny, aby można było cokolwiek zobaczyć. Wprowadzenie podglądu na żywo rozwiązało tę niegodność używania cyfrowych lustrzanek w fotografii podczerwonej. Nadal jednak długie czasy ekspozycji i konieczność używania statywu czynią taką fotografię uciążliwą. Trzeba pamiętać, że obrazy w podczerwieni są znacznie bardziej zaszumione niż te wykonywane w świetle widzialnym a więc podbicie ekwiwalentu czułości nie jest receptą na uniknięcie długich czasów otwarcia migawki. Należy się trzymać jak najniższych wartości ISO.
Rozwiązaniem optymalnym jest trwała przeróbka lustrzanki cyfrowej: usunięcie filtra blokującego podczerwień i zastąpienie go przezroczystą szybką odpowiedniej grubości. Aparat zachowuje się wtedy jak przy fotografowaniu w świetle widzialnym: można stosować jednocześnie niskie ekwiwalenty czułości i krótkie czasy otwarcia migawki a zatem uprawiać „reportaż w podczerwieni”. Statyw jest niepotrzebny; fotografuje się „z ręki”, można zatrzymać ruch ludzi, zwierząt czy chmur na niebie. Oczywiście nie polecam przeróbki nowego aparatu, ponieważ spowoduje ona unieważnienie gwarancji aparatu. Ja kupiłem specjalnie do takiej modyfikacji używany, starszy model lustrzanki – Nikona D70s, ponieważ jego czujnik świetnie nadaje się do fotografii podczerwonej, ma niezbędną dla tego rodzaju fotografii możliwość ręcznego ustawienia balansu bieli, a a ponadto jest to aparat niezwykle łatwy do demontażu i ponownego złożenia. Można się czepiać, że ma matrycę o zaledwie 6 milionach pikseli, kiepski ekran LCD, i brakuje mu podglądu na żywo, ale naprawdę cudownie sprawdza się podczerwieni. A brak Live View w tym wypadku jest dla mnie jego zaletą, bo najlepsze jest to, że codziennie wychodząc z Nikonem D70s IR tak naprawdę udaję się w podróż w nieznane. Optyczny wizjer pozwala mi na obserwację wyłącznie światła widzialnego a zatem muszę dokonać czegoś, co obecnie nazywa się „prewizualizacją” – staram się wyobrazić sobie jak wybrany kadr będzie „wyglądał” w podczerwieni. I mimo, że wieloletnie doświadczenie podpowiada taki obraz i pomaga wybrać optymalne dla fotografii podczerwonej motywy, końcowy wynik jest zawsze nieprzewidywalny. Dopiero po powrocie do domu, zgraniu zdjęć do komputera, otwarciu ich w programie graficznym i dokonaniu wstępnej obróbki widzę, co zarejestrował aparat. Zawsze towarzyszy temu podniecenie i niecierpliwość. Czasem motyw, który uważałem za „pewniaka” nie zagra a czasem coś sfotografowanego na koniec i bez przekonania nabiera w komputerze rumieńców. To sprawia, że odzyskuję czar fotografii analogowej, kiedy znało się końcowy wynik dopiero po wywołaniu filmów. Ponadto znacznie precyzyjniej wybieram kadry i wolniej fotografuję niż w przypadku cyfrowej fotografii widzialnej. Z długiego spaceru z psem potrafię przynieść kilkaset zdjęć psich zabaw w świetle widzialnym, a jedynie 10 – 15 podczerwonych.
Jarosław Brzeziński





















